Aleksander Sołżenicyn, „Jeden dzień Iwana Denisowicza”, 8/10
Sołżenicyn najbardziej znany jest z monumentalnego „Gułagu”, niemniej to „Jeden dzień...” okazał się przełomowy dla jego pisarskiej kariery. Ogromny sukces „Jednego dnia...” dał Sołżenicynowi bodziec, by pisać dalej – i tak powstał monumentalny „Gułag” (lecz to już będzie bohater zupełnie innej recenzji). Książeczka, która w państwie tak opresyjnym właściwie nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego, ukazała się w 1962 r. wyłącznie dzięki osobistej zgodzie Chruszczowa i stanowi – zgodnie z tytułem – migawkę z jednego pełnego dnia łagiernika Iwana Denisowicza Szuchowa. Można by nawet nazwać ją, jak sporą część literatury obozowej zresztą, całkiem udatnym przewodnikiem przetrwania w więziennej rzeczywistości.
Autentyczność bierze się stąd, że Sołżenicyn czerpie pełnymi garściami z własnych doświadczeń więźnia sowieckiego Gułagu, w którym w latach 1945–1953 odbywał karę za rzekome szpiegostwo. Podobnie jak jego stwórca, Szuchow również „zawinił” nie tylko tym, że Niemcy wzięli go do niewoli, lecz przede wszystkim tym, że z niej wyszedł. Kontakt z Zachodem naznaczał człowieka radzieckiego, traktowanego odtąd tak, jakby zainfekował go wirus kapitalistycznej wolności. Są to zresztą wcale liczne wypadki pośród galerii postaci towarzyszy niedoli Szuchowa sportretowanych przez Sołżenicyna.
Dużym plusem książki jest tłumaczenie, oddające charakter prozy, rosyjskiego języka, stawianych przez autora krótkich, prostych a zamaszystych zdań, stwarzających wrażenie, jakby oglądało się krótkometrażówkę, w której kamera non stop podąża za bohaterem, w szeregu zbliżeń, w skupieniu, odmalowując jego działania, oddając mimikę i przenikając do myśli.
O dziwo, Szuchow zdaje się po latach wręcz pogodzony ze swoim losem; nauczony żyć w łagrze, właściwie nie myśli już o wolności – skupia się na przetrwaniu. W przeciwieństwie do oswojonej niewoli wolność wydaje się niebezpieczna, z całą jej niepewnością i nieprzewidywalnością losów. I to chyba właśnie jest najgroźniejsze.


Komentarze
Prześlij komentarz