Marc Elsberg, „Blackout”, 7/10
Żaden thriller ani antyutopia nigdy nie będzie tak straszny jak rzeczywistość, bo nie boimy się tego, co nie może się spełnić. Wielkie wojny, wybuchy superwulkanów, tajemnicze pandemie czy nawet inwazja obcych – ileż scenariuszy końca świata już wymyślono i wyeksploatowano w kinie, literaturze, sztuce? Ile ma szansę się ziścić?
Lepiej przyjrzyjcie się temu, co naprawdę może nas czekać,
gdy zawiedzie system tak rozległy, że obejmuje więcej niż jeden kontynent, i
tak szalenie skomplikowany, że składa się z miliardów elementów.
Prąd w gniazdku czy woda w rurach są czymś tak absolutnie
naturalnym, że nie tylko nie doceniamy ich obecności, ale wręcz zdajemy się
zapominać, że nie pojawiają się same.
A gdyby tak ich zabrakło?
Gdyby jakiś tajemniczy czynnik sprawił, że sieci
energetyczne zaczną wariować, a ta niestabilność, jak drgania rozbujanej na
wietrze liny, rozniesie się falą nie tylko w obrębie jednego regionu czy kraju,
ale z szybkością światła przekroczy granice wszystkich krajów Europy?
Co by się stało, gdyby nagle zabrakło prądu we Włoszech, a
zaraz potem nastąpiła kaskada awarii elektrowni francuskich, polskich i
czeskich?
Ile wytrwamy bez prądu? Czy zdajemy sobie w ogóle sprawę, jak wielka część naszego życia jest odeń całkowicie zależna? Czy ludzkość jest świadoma, że bez elektryczności – cóż za paradoks! – nie mogą działać elektrownie atomowe, a w konsekwencji świat może stać się wymarłą pustynią, chociaż nie doszło do żadnej wojny?
Marc Elsberg zastanowił się nad tym, zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami z listopada 2006 r., gdy ponad 10 mln Europejczyków od Polski po Hiszpanię na kilka godzin pozostało bez prądu. To wystarczyło, by doszło do paru katastrof. A gdyby miało potrwać dłużej?
Pomimo stosunkowo powolnego wstępu akcja „Blackoutu” szybko
nabiera tempa i trzyma w napięciu przez większość niemal ośmiuset stron
książki. Historia łebskiego Włocha, hakera Piera Manzana, to typowa opowieść o samotnym
bohaterze, który wbrew wszelkim przeciwnościom i kłodom rzucanym pod nogi
zarówno przez złych bandytów, jak i dobrych, lecz wprowadzonych w błąd policjantów, próbuje ratować świat – ale nikt
mu nie wierzy. Nie znajdziemy w niej wiele nowinek czy smaczków, ta płyta jest
atrakcyjna, lecz przecież zgrana. Wartość książki Elsberga polega jednak na
kontekście tych zmagań – konsekwencjach wielce prawdopodobnej katastrofy i walce
służb, polityków oraz pracowników zakładów energetycznych o przywrócenie
względnej normalności, wyczekiwanej ze strachem i desperacją przez
społeczeństwa. Lecz ile można dziś zdziałać bez prądu? Jak walczyć z
przeciwnikiem, który nie ma zamiaru się ujawnić? Jak ocalić rozdęte łańcuchy
dostaw i środki produkcji żywności? Wody? Paliw?
A przede wszystkim – jak długo przetrwa europejska
cywilizacja, nim walka o przetrwanie znów zdrapie z ludzi wszelką pozłotę
ogłady i życzliwości? Ile ofiar pochłonie?



Komentarze
Prześlij komentarz