Jens Andersen, „Historia LEGO”, 7/10


Kiedy nie wiadomo, od czego zacząć, najlepiej zacząć od początku. I właśnie początki wielu współczesnych gigantów, w tym LEGO, są najbardziej fascynujące. Obecnie firmą, którą znają chyba wszystkie dzieci na świecie i zdecydowana większość dorosłych, zarządza już czwarte pokolenie i wciąż – pomimo znacznych rozmiarów – pozostaje ona rodzinnym biznesem. Książka „Historia LEGO” powstawała przez półtora roku jako owoc niezliczonych rozmów, które Andersen przeprowadził z wnukiem jej założyciela Kjeldem Kristiansenem, a także gruntownego przetrzepania przepastnych archiwów firmy w Billund.

Wydawałoby się, że spisanie 90 lat historii przybierze formę encyklopedyczną, tak się jednak nie stało – to raczej długa opowieść, przeplatana cytatami z wypowiedzi Kjelda oraz innych osób związanych z firmą, zasadniczo chronologiczna, lecz w swojej swobodnej formie wybiegająca niekiedy w przyszłość lub przeciwnie – nawiązująca do przeszłości, aby wyjaśnić przyczyny lub skutki tych czy innych wyborów. Wszystko to okraszono obficie zdjęciami, wycinkami prasowymi, reklamami, ilustracjami zabawek. Być może niektórych czytelników najbardziej zainteresują czasy współczesne, gdy LEGO stało się konglomeratem obejmującym nie tylko klocki, lecz także filmy kinowe, figurki i zestawy tematyczne, strukturę organizacyjną i świat cyfrowy, mnie jednak przede wszystkim spodobały się jej początki.

A na początku była Stolarnia Maszynowa i Zakład Ciesielski w Billund, a także gorliwa wiara, pracowitość i pomysłowość jego właściciela Olego Kirka. Bez nich oraz bez pomocy swojej społeczności Ole nie zdołałby się podnieść z przeciwności, które (jak się okaże, wielokrotnie) rujnowały jego marzenia, plany i warsztat. Zarazem to jednak te właśnie klęski nakazały mu u progu lat 30. zrezygnować z produkcji mebli na rzecz pierwszych, jeszcze drewnianych, zabawek. Ruch, podyktowany wynikającym z ogólnoświatowego kryzysu spadkiem popytu na meble, zapoczątkował dynamiczny rozwój firmy i ustawił ją na początku drogi ku świetności. Wszelako klocki, jakie dziś znamy, wytwarzane z plastiku metodą wtryskową, pojawiły się na scenie dopiero w 1947 roku, gdy Ole Kirk otrzymał je od jednego ze swoich kontrahentów, powracającego właśnie z brytyjskich targów przemysłowych. Od tego dnia rozpoczyna się właściwa historia LEGO, choć tak naprawdę na wprowadzenie klocków na rynek trzeba było jeszcze poczekać dwa lata.

Historia LEGO to wciągająca opowieść o przywiązaniu do korzeni (firma nigdy nie ruszyła się z Billund), kontynuacji rodzinnej tradycji i przekazywaniu pałeczki (nie bez oporów), a także o tym, by nigdy nie rezygnować z przyświecających firmie od początku wartości, chroniących przed pogonią za doraźnymi modami i zyskiem, pomimo pozorów opłacalności. LEGO uniknęło także klasycznej pułapki wzrostu, jaką jest niechęć właściciela do delegowania odpowiedzialności – proces ten był bolesny, ale udany, czemu możemy przyglądać się z bliska, towarzysząc Kjeldowi.

Miejscami język wydaje się – nomen omen – nieco drewniany, nie przeszkadza to jednak w odbiorze, choć jak pisałem, końcówka poświęcona zarządzaniu wielkim przedsiębiorstwem okazała się dla mnie nieco nużąca. Największy powab kryje się w nowatorstwie i wizji Olego Kirka, stolarza z Billund, który własnymi rękami przekształcił senną duńską wioskę w siedzibę ogólnoświatowego dostawcy dobrej zabawy. Oby kolejne pokolenia kontynuowały jego dzieło równie udanie jak synowie i wnuki.

Komentarze

Popularne posty