Joanna Kuciel-Frydryszak, „Chłopki”, 9/10


„Chłopki” zasłużenie zrobiły furorę. W kraju, który dotąd żył raczej wizją Polski szlacheckiej, a ludzie najchętniej doszukiwali się swoich herbowych korzeni, książka rozbudziła zainteresowanie życiem tych, którzy w literaturze byli raczej pomijani, którymi się nie chwalono. A jeśli już ich opisywano, to przez filtr „przyjezdnego”, człowieka z zewnątrz, zwykle inteligenta – nawet słynni „Chłopi” Reymonta nie oddawali pełnych realiów. Dlatego nagła i niespodziewana nawet dla samej autorki popularność „Chłopek” zastanawia, ale i cieszy, bo dzięki niej znaczna część społeczeństwa może przekonać się, że wyobrażenia na temat dawnej Polski, ukształtowane przez literaturę prezentującą los miejskiej biedoty, inteligencji i szlachty, mocno fałszowały rzeczywistość, pozbawiając ją wielce istotnej części. Brakowało głosu zwykłego człowieka, najwięcej zaś – kobiet, których los wiejski był zwykle najcięższy. Joanna Kuciel-Frydryszak im ten głos daje. Wiele osób, których wypowiedzi spotykamy na kartach książki, opowiada o swoim pochodzeniu już bez kompleksów, czasami wręcz z dumą i podziwem dla matek i babek, choć te swojego włościaństwa się niejednokrotnie wstydziły i niechętnie dzieliły się opowieściami z własnego życia, zmuszając potomków do jego żmudnej rekonstrukcji ze strzępów wiedzy. 

Nie jest to bynajmniej lektura lekka, łatwa i przyjemna. Rzeczywistość bywała tak dojmująca, że dla co najmniej jednej bohaterki przymusowe roboty w Niemczech podczas II wojny światowej okazały się zmianą na lepsze (!), a wiele wspominało pracę „u bauera” jako czas, kiedy wreszcie mogły się najeść do syta. Listy rodzin proszących o zwolnienie dziecka z obowiązku szkolnego, by mogło zamiast tego jak najwcześniej i jak najwięcej pracować w polu lub na służbie, czyta się z ciężkim sercem. Bolą dramaty dziewczynek, które chciały i mogły się uczyć, wyrwać spod jarzma wiejskiej biedy, lecz z braku środków (a niekiedy ciemnoty, nakazującej „znać swoje miejsce”) im na to nie pozwalano. Jako „najmniej wartościowe” nie miały perspektyw, nie opłacało się w nie inwestować. Żal ściska z każdym kolejnym cytatem, zdaniem, z którego wybrzmiewa dziecięca rezolutność, inteligencja, bystry i żywy umysł, któremu odmówiono kształcenia, który skazano na sczeźnięcie w błocie wiejskiego gumna, jak sczeźli przed nim ojciec, matka, dziadowie i babki. Choć trzeba oddać sprawiedliwość matkom, bo jeśli ktoś, to najprędzej one szukały dla swoich dzieci odmiany losu, często upatrując jej w edukacji właśnie; to one często ciągnęły rodziny, one też były motorami zmian. 

To książka o matkach i babkach. Mężczyźni przewijają się w niej gdzieś w tle, nieobecni, albo przeciwnie – jako centralna, acz zwykle niechlubna, postać w rodzinie. Często prymitywni, pijani, zacięci, bardziej zacofani i konserwatywni od żon, wysługujący się nimi, za to chętnie uciekający się do brutalnej siły, gdy trzeba było wymusić posłuch. Inicjatywa, troska w znakomitej mierze wychodziła od kobiet. One też z reguły pracowały najwięcej i najciężej, w polu i w domu. 

Wartość „Chłopek” to historie, które mają nazwiska i twarze – wspomnienia konkretnych osób, bądź to samych bohaterek, bądź ich dzieci i wnuków. Lata 20. i 30. ubiegłego stulecia, najczęściej omawiane, to czas wielkich przemian. Pomimo piszczącej biedy i pokutującej, frustrującej ciemnoty postęp techniczny przynosi także realne zmiany na lepsze. Media – gazety, raczkujące radio – istotnie edukują lud, niosą mu wiedzę o rolnictwie, higienie, gotowaniu, prowadzeniu domu, a przy tym stanowią okno na świat, nawet jeśli przy tym sączą do głowy narodową ideologię. Kto ma otwartą głowę, uczy się i jeśli pilnie słucha, najczęściej poprawia swój byt, nierzadko spotykając się przez to z niechęcią czy wręcz wrogością otoczenia. 

Współczesnego czytelnika zastanowić mogą podobieństwa pomiędzy ówczesnymi a dzisiejszymi postawami ludzkimi, mechanizmami, które przetrwały pomimo olbrzymich zmian w świecie. Ale warto także docenić, jak długą drogę przebyliśmy i jak wielkie możliwości dziś mamy w porównaniu z ludźmi, którzy ze swojej biedy mogli wyrwać się wyłącznie nadludzkim wysiłkiem, walcząc z własnymi rodzinami i środowiskiem.

Komentarze

Popularne posty