Marek Krajewski, „Głos z piekła”, 7/10


Najnowsza wciągająca powieść Marka Krajewskiego z cyklu z Eberhardem Mockiem. Chociaż w sumie należałoby raczej powiedzieć: Herbertem Anwaldtem, ponieważ to on jest tu gwiazdą, a Mock przemyka jedynie w tle.

Ponieważ mamy do czynienia z kryminałem, musi być trup: historia rozpoczyna się od brutalnego rytualnego mordu, którego w majątku hrabiego von Babbitza w Czerniewicach pod Legnicą dopuszcza się żyjąca wśród leśnych mokradeł tajemnicza sekta. Nie jest to jednak klasyczny kryminał – zarówno sprawcy, jak i ofiara są czytelnikowi doskonale znani; niejasne dlań pozostają tylko motywy. 

Bohaterowie, którym towarzyszymy w detektywistycznych wysiłkach, są natomiast całkowicie nieświadomi jednego i drugiego. Wrocławski komisarz kryminalny Eberherd Mock otrzymuje rozkaz przeprowadzenia śledztwa w sprawie zaginięcia żony hrabiego von Babbitza, a znany nam m.in. ze „Śmierci w Breslau” (której akcja rozgrywa się o osiem lat później) Herbert Anwaldt, obecnie jeszcze jako zafascynowany psychiatrią student medycyny z Tybingi, na zlecenie tajemniczego nieznajomego o dużych wpływach  jedzie do Czerniewic, aby podjąć próbę wyleczenia córki hrabiego, rzekomo opętanej przez diabła. 

Jak wspomniałem, to właśnie Anwaldt odgrywa główną rolę, co odkryłem z niekłamaną przyjemnością, ponieważ jest znacznie bliższy czytelnikowi, mniej cyniczny, racjonalny do bólu, ciekawy. W przeciwieństwie do niego Mock nie jest miłym facetem w typie Poirota, choć i nie ponurym geniuszem jak Holmes. To nieodrodny produkt swoich czasów i pochodzenia, gardzący dekadenckimi elitami syn szewca, człowiek przenikliwy i inteligentny, ale też potrafiący działać na pograniczu prawa i gdy trzeba – bezwzględny i zimny. 

Na marginesie warto zauważyć, że autor ogólnie lubuje się w turpistycznych opisach brutalnych rozrywek, szaleństwa, choroby i śmierci, czytelnik powinien być zatem przygotowany na nurzanie się w brudzie społeczeństwa. Czasami te opisy są przygnębiające, jakby wśród ludzi dobro tliło się ledwie słabym, często zanikającym światełkiem, a dominował żar zła, który spala ich otoczenie. Jednym się ten kierunek spodoba, inni woleliby może coś mniej realistycznego. 

Bezwzględną zaletą książek Krajewskiego jest za to wielka pieczołowitość odwzorowania realiów międzywojennego życia, rozkładu miast, używanych przedmiotów. Dzięki temu oprócz właściwej historii kryminalnej otrzymujemy coś w rodzaju przewodnika po nieistniejących już czasach. Zaznaczono to nawet, umieszczając przypisy łączące przedwojenne ulice i place z współczesnym ich nazewnictwem, tak aby czytelnik mógł z mapą w ręku podążać śladami bohaterów. (Właściwie przyłapałem autora tylko na jednej nieścisłości, gdy Mock dwukrotnie zdejmuje marynarkę, lecz cóż to jest, jeden błąd na czterysta stron!) 

No dobrze, mamy zatem ciekawą intrygę, malownicze opisy, wyrazistych bohaterów, budzących silne emocje przeciwników i wątek miłosny (bledziutki, ale nie bez znaczenia). W takim razie dlaczego nie oceniam „Głosu z piekła” wyżej? Cóż, odniosłem wrażenie, że w pewnym momencie śledztwo robi się nieco zbędne, bo na parunastu ostatnich stronach zagadki – ustami narratora – zaczynają rozwiązywać się same. Próżno tu oczekiwać charakterystycznego dla kryminałów schematu „zapewne zastanawiacie się, dlaczego was tu wezwałem!”, gdzie główny bohater szczegółowo objaśnia tok swojego rozumowania i palcem wskazuje winnych. Częściowo opis przeszłych wydarzeń rozwiązano poprzez dialogi, lecz najszerzej przedstawia je narrator. I to chyba mój największy zarzut do tej książki – do pewnego momentu towarzyszymy głównemu bohaterowi w rozwiązywaniu tajemnicy, razem z nim dochodzimy do wniosków, słuchamy jego wyjaśnień składanych zleceniodawcy. Aż prosi się, by pozostawić mu ten laur zwycięstwa, satysfakcję z doprowadzenia sprawy do końca. Tymczasem autor nagle z tym zrywa, jakby zorientował się, że czas kończyć książkę – bohaterowie stają się co najwyżej biernymi obserwatorami rzeczywistości, bieg wydarzeń przyspiesza, wątki zostają domknięte. Być może jest to celowy zabieg, opisy przeplatają się bowiem z dialogami, ale ja odebrałem to jako pozbawienie mnie odrobiny zabawy. 

Nie zmienia to jednak faktu, że „Głos z piekła” jest solidnym kawałkiem dobrej literatury, podtrzymującym w pełni zasłużoną pozycję Marka Krajewskiego na polskim rynku kryminałów. Dlatego ucieszyłem się, kiedy wydawnictwo Znak zaproponowało mi egzemplarz do recenzji i skwapliwie z tej szansy skorzystałem :)

Komentarze

Popularne posty