Richard Hooker, „M*A*S*H”, 6/10


Szalenie trudno jest zmierzyć się z legendą. Po pierwsze, dlatego, że jeden z moich ulubionych seriali wysoko zawiesił poprzeczkę i boję się rozczarowania książką (tak było z „Forrestem Gumpem”). Po drugie, dlatego, że książkowe opisy postaci nijak mają się do bohaterów serialu, którzy tak mocno wryli się w moją pamięć, że mimowolnie dominują i nie chcą ustąpić literackiej wizji autora. Po trzecie, serial już zabił mój odbiór jednego dzieła, a był nim film Altmana; zniechęcony rozjazdem z oczekiwaniami nie zdołałem przezeń przebrnąć, zapewne niesłusznie.

Pomimo tych obaw postanowiłem jednak, że nie będę miękiszonem i odważnie dam książce szansę. Przyznaję, z powyższych powodów moja ocena może trącić brakiem obiektywizmu, ale też nie było tak źle, jak sądziłem. Poczyniłem kilka obserwacji. Przede wszystkim lektura jest krótka; dalece krótsza, niżby to wynikało z serialu, a nawet z zewnętrznych rozmiarów tomu. Duże marginesy i spore litery sprawiają, że trzysta stron przemyka nie wiadomo kiedy. Nie spotykamy tu również tylu bohaterów – akcja kręci się wokół Pierce’a, McIntyre’a i Forresta w asyście kilkorga drugoplanowych postaci. Humor nie jest może zbyt wysokich lotów (serial też nim często nie grzeszył), ale też nie tak niski, by nie móc otwarcie powiedzieć „śmiechłem” (i to nawet kilka razy). Zdarzają się także momenty powagi, ukazania koszmaru wojny, choć zdają się one umykać w powodzi absurdalnych wyczynów trójki bohaterów. Bo właśnie absurd jest tym, co najbardziej wyróżnia się w książce. Bywa posunięty do tego stopnia, że trudno nadążyć za akcją, nie mówiąc o tym, by odkryć, co powinno w nim śmieszyć. Nawet groza przybiera tu zresztą często postać groteski, co tępi jej zęby i osłabia odbiór książki, która – było, nie było – wynikała z osobistych doświadczeń Hookera (właśc. Richarda Hornbergera) na froncie wojny koreańskiej. W serialu udało się, moim skromnym zdaniem, tę równowagę jednak lepiej zachować.

Perypetie chirurgów i pozostałego personelu wojskowego szpitala amerykańskiego w Korei ciekawiej jest więc śledzić na małym ekranie, ale wbrew początkowym obawom książka również nie rozczarowuje. Po części będzie to także zasługą przekładu Justyny Kukian, któremu nic nie można zarzucić. Mimo wszystko pozostaje jednak pewien niedosyt, jakby książka miała potencjał większej głębi, którego nie zrealizowano. Mówiłem, że serial wykrzywi mi odbiór lektury...


Komentarze

Popularne posty