Terry Pratchett, „Para w ruch”, 8/10


Są autorzy, tłumacze i cykle, do których mam słabość, a jeśli połączyć to wszystko w jednej książce, powstaje produkt bliski ideałowi. Wspaniały, wyjątkowy, absurdalny i błyskotliwy humor Terry’ego Pratchetta zawarty we wszystkich książkach o świecie Dysku najlepiej spożywać, kiedy przyrządza go Piotr W. Cholewa – jest to jeden z tych przypadków, kiedy przekład zdecydowanie wzbogaca oryginał. Pan Piotr mistrzowski przybliża czytelnikowi bogactwo Pratchettowskich nawiązań i zaczerpnięć z amerykańskiej kultury czy życia politycznego oraz jego niezrównanych porównań i przenośnych metafor.

Pratchett miał w swoim dorobku dzieła lepsze i gorsze, cykl świata Dysku nie jest pod tym względem równy (ale czy w ogóle jakiś cykl jest?), niemniej „Para w ruch” zalicza się zdecydowanie do lepszych (choć nie NAJlepszych, ma się rozumieć). Oto w wielkim Ankh-Morpork, położonym nad rzeką tak gęstą od brudu, że nie można się w niej utopić, ale można rozpuścić, pojawia się nowy wynalazek, lokomotywa parowa. Duch czasów, który nie tylko wieje, ale i gwiżdże, a niekiedy nawet zamienia tego i owego w czerwoną mgiełkę, jeśli jest na tyle nieostrożny, by podejść za blisko i w złych zamiarach. Jej wynalazca, pan Simnel, pragnąc rozwijać swoją maszynę, poszukuje w mieście bogatego inwestora – i znajduje go w osobie Harry’ego Króla, przedsiębiorcy z branży… hm… odpadów. Naturalnie, nic w mieście nie dzieje się bez wiedzy tyrana Patrycjusza, który poleca Moistowi von Lipwigowi mieć baczenie nad lokomotywą parową i jej potencjalnym zastosowaniem. Moist czuwa już wprawdzie nad Urzędem Pocztowym, Mennicą i Bankiem Królewskim, ale skoro świetnie sobie radzi, czemu nie mógłby się zająć także połączeniem Ankh-Morpork z – dajmy na to – Bzykiem Schmaltzbergiem przez Wielką Kapustę i Dwukoszul? Odrobina motywacji w postaci groźby śmierci poprzez rzucenie kotkom nigdy nie zaszkodzi. Piach w tryby maszyny sypią jednak reakcyjne krasnoludy, tak konserwatywne, że puszka szprotek (zamknięta) to przy nich synonim wolności i swobodnych pląsów na łące. Czy uda im się storpedować nadciągającą Przyszłość, zanim się dobrze zadomowi?

Powieści Pratchetta to gotowa satyra na nasze czasy, niekiedy grubo ciosana, zazwyczaj jednak ubrana w zgrabną formę analogii, dopasowanej do realiów wykreowanego przezeń świata. W świecie tym wszystko rządzi się swoimi prawami, a jeśli akurat coś je łamie, to przecież zawsze można ustanowić nowe, magiczne albo kwantowe, i nadal będzie się to pięknie wplatało w uniwersum, dostarczając czytelnikowi mnóstwa radości.

Komentarze

Popularne posty